niedziela, 9 maja 2010

Powieść z obrazkami

Może trochę bardziej intymnie, bo rzecz będzie o miłości i relacjach międzyludzkich; a także o dużych wystawach…


Dwa dni temu odbyło się otwarcie głównej części fotofestiwalu w Łódź Art Center. Trzy godziny powolnego przesuwania się w tłoku od fotografii do fotografii, schylania się do tytułów, czytania opisów. Od czasu o czasu oczy się bardziej otworzą z radości, że się wybrało to coś lepszego, ale wtedy już trzeba iść dalej i dać innym możliwość spojrzenia. Na początku wchłanianie, potem pochłanianie, nasycenie i w końcu przesyt. Moja głowa robiła się coraz większa.


Czekałam z tym wpisem licząc, że zapomnę o tym uczuciu przeciążenia wizualnego, natłoku informacji estetycznej. Trochę zatęskniłam za tymi, co wierzyli w przeżycie estetyczne jako osobiste spotkanie człowieka z przedmiotem sztuki, które wymaga wyłączności. Teraz mam w myśli tylko szybki przegląd różnych fotografii, w różnych formatach, różnych technik i różnej jakości. Obrazy, widoki, perspektywy i ciała spoglądające gdzieś. To raczej ta wielość i różnorodność robi wrażenie nieprzenikalnej warstwy, którą trzeba zracjonalizować, przepracować, przełożyć na język czytelny. Dlatego szukam w pamięci…uzasadnienia.


Pierwsze co mi przychodzi do głowy to jest fakt, że nigdy nie czułam się dobrze w fotografii. Na czuja, odpowiadając tylko na pierwsze pytanie, czy mi się podoba czy też nie, odbierałam te znaczone maszyną powierzchnie. Niedawno w gruncie rzeczy dotarłam do „Światła obrazu” Barthesa i „Fotografii-między dokumentem a symbolem” Sikory i muszę przyznać, że zaczęło się robić ciekawie (tym bardziej, że przede mną „Sposoby widzenia” Bergera). Problem nastawał na poziomie łączenia i ekspozycji całych serii w obrębie dużej wystawy wielu artystów. Łódź Art Center ma sporą przewagę jeśli chodzi o powierzchnię wystawienniczą i klimat sprzyjający dużym przedsięwzięciom. Inaczej ma się z tym, co należy do zmiennych, a więc decyzji kuratorskich i klucza czytania wystawy.


Trochę szkoda, że w tym czasie jest w Krakowie miesiąc fotografii. Wiadomo, że chętni i tak się pokażą, jednak z założenia dwie duże imprezy w tym samym czasie to konkurencja o uwagę mediów. I zawsze ktoś na tym gorzej wychodzi. Poza Łodzią nie widziałam wielu ogłoszeń o tym festiwalu, za to widziałam sporo o krakowskich eventach. Wniosku nie trzeba wyprowadzać.


Impreza główna w Ł.A.C. o miłości i jej miejscu w relacjach międzyludzkich zafiksowana była w paru kierunkach- rodziny, ojców i cielesności. Po tej wystawie wychodzi się napełnionym optymizmem, bo miłość zdaje się być bezwarunkowa, pełna oddania, akceptacji i zrozumienia. To taki dobry duszek w sercu każdego człowieka. Było zatem multum portretów rodzinnych jak i obrazów splotów miłosnych heteroseksualnych i homoseksualnych (minimalna reprezentacja miłości spod znaku LGBTQ jest czymś dla mnie bardzo wartościowym, bez względu na political corectness). Nie wiele jednak było fotografii, które wchodziłyby w bardziej mroczną i destrukcyjną stronę miłości jako tak częstych toksycznych więzi. Jeszcze mniej prac poruszyło granicę, która istnieje na styku pożądania seksualnego i uniesień religijnych. Podobnie nie było odniesień do miłości jaką ludzie darzą swoje zwierzęta i rzeczy. Miłość wcale nie jest tematem prostym ani nie zawsze przyjemnym.


Do własnego błędu doszłam w momencie, w którym zauważyłam, że więcej czasu trwonię nad czytaniem opisów i statementów artystycznych niż nad samymi fotografiami. Miał być obraz, a stała się literatura. Nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie czy to wychowanie na słowie pisanym, sprawia, że to ono przykuwa moją uwagę w pierwszej kolejności i dominuje nad moim patrzeniem na obraz? Czy być może nie zawinił brak pewności siebie i znajomości materii fotograficznej? Myślę, że wsparcie ze strony tekstu, pozbawia możliwości czytania przez siebie. Pomaga (gdyż wizja artystyczna jest ważna i nie chcę jej w żaden sposób deprecjonować), ale i przeszkadza. Narracja jest częścią fotografii i jestem przekonana, że wszędzie czyha opowieść, zaś wystawa jest tylko powieścią z obrazkami, gdzie powinniśmy się skupić nad miejscami pustymi.


W mojej głowie dalej są czyjeś związki, refleksje i zupełnie nie do pary inne fotografie. Bardzo dużo tych fotografii.

Brak komentarzy: