niedziela, 2 maja 2010

Z kulturą wśród zwierząt

Być może jak na pierwszy konkretny wpis, to trochę opóźniony, ale zależało mi na tym, by jednak się pojawił w takiej formie. Udało mi się dotrzeć do Zony Sztuki Aktualnej na wernisaż wystawy „1+1-1” tandemu dwóch młodych artystów „P-A-R-K” czyli Karoliny Brzuzan i Piotra Adamskiego. Wystawa trwa do 14 maja i na pewno warto ją zobaczyć, bo własne zdanie jest bezcenne. Samej Zonie poświęcę jeszcze nie jeden wpis, gdyż ta przestrzeń to zdecydowanie mój konik.


Prezentacja prac Brzuzan i Adamskiego ma być zdarzeniem towarzyszącym odbywającemu się 9. międzynarodowemu festiwalowi fotografii w Łodzi. Jestem uprzedzona do tzw. „wystaw towarzyszących”, ale jednocześnie je uwielbiam. Być może dlatego, że wystawa, która mogłaby funkcjonować samodzielnie staje się dodatkiem, jej kontekst i miejsce w szeregu są wymuszone. To tak jakby druga kategoria została nadana już na starcie. Tytuł „1+1-1” może być tutaj dosyć pokrętnie zinterpretowany jako idealny dla wystawy towarzyszącej, ale ponieważ byłby krzywdzący dla artystów, zrezygnuję z niego. Nie jest to oczywiście zasada i może się zdarzyć tak, że „wystawa towarzysząca” okaże się większym sukcesem jak przewidziana w programie główna atrakcja. Tu się jednak tak nie stało. W gruncie rzeczy nie umiem nawet rozgryźć wyboru kuratora, gdyż to, co zostało obrane na pierwszą z dwóch (to już w ogóle źle brzmi) wystaw do fotofestiwalu ma mało wspólnego z samą fotografią…


Wernisaż był przyjemny, nie było ani pustek ani tłoku. Było można obejrzeć i usłyszeć wszystkie prace, nie czekając w kolejce czy patrząc komuś przez plecy (przy moim wzroście to raczej pod pachą). Broszura z krótkim tekstem, całkiem sensownym, jest tutaj bardzo miłym dodatkiem. Graficznie sprytnie składana zarówno jeśli chodzi o dobór fotografii jak i samą formę. Ciekawostką jest nastawienie programowe Zony na zawieszanie opisu w broszurach. O co konkretnie chodzi? O to, że pod koniec zawsze znajduje się pewna obietnica czegoś jeszcze, że coś się zdarzy, że będzie inaczej. To szczególne przeżycie, jednorazowa sytuacja i ostatnie słowo należą być może nie tylko do artysty, ale potencjalnego widza. Przy „1+1-1” jest to cytuję: „Artyści eksperymentując z nieopanowanym odruchem ucieczki, prowokują sytuację, która może wymknąć się spod kontroli. Być może po, to by wybudzić nas z uśpienia, w jakim pogrąża nas kultura”. Kuszenie, które potrafi zmienić się w skuszenie, jeśli widz jednak nie obudzi się z tej kulturowej śpiączki.


Karolina Brzuzan i Piotr Adamski to artyści dosyć młodzi. W Zonie przedstawione zostały trzy ich prace, które mają ze sobą korespondować poprzez tematykę relacji natura-kultura. Z założenia miał zostać obalony paradygmat oświeceniowy wraz z pewnością posiadania pełnej władzy nad naturą. Artyści koncentrują się zatem nad zjawiskami, które odnoszą się do sytuacji, w których traci się kontrolę nad własnym ciałem. Na płaszczyźnie prostych odniesień i powierzchownych spostrzeżeń, to takie wyjaśnienie jest zupełnie wystarczające. Można odnieść wrażenie, że chociaż temat typu: „ile natury w kulturze i na odwrót” nie jest passé i ma w sobie duży potencjał, to jest bardzo trudny do rozwinięcia plastycznego. Nie wystarczy już jako pracę domową, wykazać podobieństwo człowieka do małpy, czy parafrazować „Kulturę jako źródło cierpień” Freuda. W propozycjach Brzuzan i Adamskiego również znajdują się regularne pęknięcia. Na projekcji wideo obserwujemy człowieka w marynarce, który ma tiki nerwowe (zarówno motoryczne jak i werbalne) i wedle opisu stara się je powstrzymać. Zapada w sen, ale tiki nie przechodzą. Jego nieopanowana i rytmiczna ruchliwość ma dla artystów znamię natury. Z krótkiej krytyki, trzeba zarzucić brak przepracowania medycznego czy uprzedmiotowienie obserwowanego. Tiki mają w dużej mierze podłoże społeczne i bywają ładunkiem energii, który nieświadomie jest wyładowywany w inny sposób. Przyczyną ich powstawania często są napięcia w relacjach rodzinnych, innym razem wiążą się z jednostkami chorobowymi, takimi jak zespół Touretta. Choroba wykazuje często naszą biologiczność i bezsilność i wówczas możemy mówić o wejściu natury w nasze życie. Jednak to, co jest zapisem na filmie omija pojęcie choroby jako wybicia z kultury, poszukiwane są pewne uogólnienia. Jest tam więc człowiek dla którego trudno mieć współczucie, jest zdehumanizowaną maszyną tikającą. Nie umiem sobie odpowiedzieć, czy to ze względu na obserwacyjny charakter, czy też po prostu wideo okazało się nieczułym medium.


Myślę, że po obejrzeniu tej pracy, byłam zła. Gdzieś dotknęła mnie zabawa w łatwą przystawalność do wszystkiego relacji natura-kultura. Szczególnie, gdy filozofia i nauki akademickie przepracowały ją dogłębnie. Obszerność dyskusji i literatury na ten temat po prostu podwyższa poprzeczkę możliwych odniesień, również artystycznych.


W pracy z muszkami owocówkami został diametralnie zmieniony tor, który nosi w sobie możliwy zarzut braku konsekwencji. Co pojawiało się jako przypadłość świadcząca o potencjale ludzkiego związku z tym, co niekontrolowane, zostaje brutalnie wprowadzone w świat zwierzęcy. W pewien sposób możemy stwierdzić, że i sytuacja z człowiekiem była w pewien sposób wymuszona i być może tiki były wzmagane samym kręceniem filmu. W przypadku obiektu z zamkniętymi stworzeniami usypianymi chemicznie co godzinę, jest to całkowite poparcie dla systemu kontroli natury. Jak bardzo różni się ta praca od pokazywanego w Zonie parę miesięcy temu implantu IHS Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca. W związku z nią pojawiają się dwa pytania: właśnie o wymiar ekologiczny i o zainteresowanie sztuki eksperymentami na różną skalę.


Jest jeszcze jedna praca związana z czarnym kształtem na podłodze. Na wernisażu ponad nim na belce siedział chłopiec (oczywiście zabezpieczony linami). Forma ma ponoć wprowadzać w panikę pewne stworzenia. Nie wiem czy chłopiec skoczył, gdyż nie doczekałam tego. Gdyby jednak otworzony został kanał podniecenia czy strachu poprzez kształt, to ta praca byłaby moim faworytem. Dla tego typu poszukiwań artystyczno-naukowych jedyną dźwignią na chwilę obecną, uważam, że jest powołanie się na wspólne doświadczenie, niezależnie czy będzie to intymna opowieść artystów, dzielących los z przedmiotami swojej sztuki, czy wykreowane poczucie wspólnoty widzów, odbierających tę sztukę.


Jak traktowane są elementy noszące naturę? Czy przypadkiem nie są jedynie jej przedmiotami, które nie tyle wybudza się z kultury, co się jej odmawia? Zapanowanie nad cyklem życiowym muszek owocówek jest próbą nie tylko objęcia władzy nad tym, co niekontrolowane, ale i nad tym co mniejsze. To także potwierdzenie ludzkiej dominacji nad ową naturą. Z podobnej perspektywy można śmiało powrócić do zagadnienia związanego z łamaniem paradygmatu oświeceniowego. Kultura jest nie tylko oprawcą natury, ale jej powodem, by istnieć poprzez porównanie. Po prostu natura może być czymś innym.


Chwilowo podaję linka do Zony. Mam nadzieję, że w miarę możliwości do kolejnych wpisów już będę mogła dorzucać własne próby dokumentacyjne.

http://www.zona-art.pl/index.php

Brak komentarzy: